
Edukacja jest polem do niezmierzonej liczby eksperymentów. Różnymi nas reformami w tej dziedzinie stosowne instytucje błogosławią. Mamy na ten przykład gimnazja, twór ze wszech miar okropny, obgadany zresztą wzdłuż i wszerz, więc nie będę się już nad nim pastwić, bo ja nie o tym. Ja o systemie bolońskim, a dokładniej mówiąc o jego konsekwencji, którą dla mnie jest PRACA LICENCJACKA.
PRACA LICENCJACKA to taki straszny twór, coś w typie sesji, rozumiecie – zakrada się cicho i podstępnie, a kiedy już jest tuż-tuż, przejmuje kontrolę nad umysłem, dominuje wszelkie kontakty międzyludzkie, wysysa chęć do życia i pożera czas (nie żebym jakoś specjalnie tego doświadczyła osobiście, ale tak słyszałam). I te rozmowy, że JAKI MASZ TEMAT??? Albo ILE MASZ STRON, ŁOMATKO BO JA MAM DOPIERO JEDNO ZDANIE!!!