31.12.2013

O definicjach


Witam po przerwie spowodowanej tym, że nie chciało mi się pisać. Jesteś niewdzięcznym czytelnikiem i uparcie nie chcesz dawać znaku życia, co jest niezwykle deprymujące i zniechęca mnie do pisania. Z drugiej strony może to po prostu oznaczać, że nie ma tu żadnych czytelników. Jeśli jednak tu jesteś, drogi czytelniku, powiedz mi: w jaki sposób definiujesz samego siebie?


Na co dzień nie mamy możliwości budowania rozległych definicji samego siebie. Jest tylko ta chwila, w której robisz wrażenie swoim wyglądem i następna chwila, w której mówisz pierwsze słowa. Inni ludzie oceniają cię na tej kruchej podstawie, która przecież może być tak łatwo zafałszowana przez losowe zdarzenia.

Co, jeśli dochodzi do dalszej interakcji? Co powiesz o samym sobie? Jakie cechy uznasz za najważniejsze?
Zastanawiasz się nad tym, co wybór tych cech mówi o tobie?

18.11.2013

O poważnym podejściu w burzliwych czasach

Okazało się, że chyba błędnie rozumowałam, że czasy są burzliwe, więc powinniśmy być poważni w życiu zawodowym i takie powinny być materiały, które tworzymy na użytek klienta.


Porównywałam ostatnio oferty, przedstawione przez pewne agencje w odpowiedzi na brief (tu przeczytasz trochę o briefie). Jedna z prezentacji była klęską pod względem technicznym.

Nie wiem, czy to tylko ja i moje idealistyczne zboczenie, ale nie wybrałabym do działań wizerunkowych firmy, która nie potrafi zrobić porządnej prezentacji w PowerPoint'cie.

10.11.2013

O zbrodni i karze

Parę lat temu sytuacja między dwójką moich dobrych znajomych zmusiła mnie do zastanowienia się nad kwestią, którą postanowiłam nazwać problemem zbrodni i kary – zbrodni, którą popełniamy na kimś i kary, jaką wymierzają nam osoby trzecie, związane ze sprawą. Te parę lat temu byłam jeszcze głupsza, niż jestem teraz, ale wiem, że wtedy postąpiłam słusznie.


Czy tego chcemy, czy nie, inni ludzie często wciągają nas w swoje prywatne sprawy; pytając o radę lub szukając ramienia, na którym mogą się wypłakać. Moim najbliższym znajomym staram się zawsze służyć i poradą, i ramieniem. Pozostaję jednak biernym obserwatorem – porady wynikają z przepuszczenia sprawy przez zdrowy rozsądek, po czym wypuszczam ją drugim uchem bez żadnych konsekwencji dla własnych emocji.

Emocjonalne angażowanie się w cudze problemy to głupota.

7.11.2013

O manii i o inspiracji

Chciałam zrobić jakieś interesujące wprowadzenie do tematu, ale nie mam pomysłu na oryginalną parafrazę oklepanego stwierdzenia, że jestem maniakiem muzycznym – tym typem, który nie wyjdzie z domu, dopóki nie znajdzie słuchawek; tym typem, któremu musisz machać przed twarzą, żeby wyjął je z uszu i cię posłuchał; tym typem, który zawsze ma nadzieję, że ekspedientka w sklepie o nic go nie zapyta, a potem w pośpiechu wyrywa słuchawki z uszu; tym typem, który na ulicy uda, że cię nie widzi, bo nie chce mu się przerywać słuchania.


Długotrwałe, kompulsywne wręcz słuchanie muzyki daje już pierwsze efekty – wczoraj znajomemu udało mi się przestraszyć mnie podczas mycia naczyń. Nie słyszałam, jak wchodzi do kuchni.

Muzyka jest jedną z tych wspaniałych rzeczy, które dobry buk zesłał nam z niebiesiech. Z biegiem czasu wyewoluowała w wiele gatunków, dalej zresztą ewoluuje. Szkoda czasu na dzielenie jej na gatunki.
Konia z rzędem temu, kto orientuje się w nowej muzyce elektronicznej na tyle dobrze, żeby móc kategoryzować utwory. Ja wymiękam.


31.10.2013

O ekshibicjonizmie

Nie jestem socjologiem ani innym zorientowanym w temacie -logiem, więc nie będzie uczonego wstępu o tym, co powoduje zmiany w ludzkim zachowaniu i liberalizuje na normy społeczne. Może po prostu zawsze tak było, że w jakimś miejscu i czasie trafiał się człowiek gotowy łamać schematy. Jakakolwiek nie była jego motywacja, moda się rozprzestrzeniała i granice stopniowo się przesuwały. A może to wpływ księżyca powoduje, że ludziom czasem odwala i postanawiają podzielić się prywatnymi detalami swojego życia z resztą świata. Nie wiem, astrologiem też nie jestem.


I nie interesuje mnie prywatne życie przypadkowych ludzi, którzy na siłę chcą mi je wcisnąć w oczy na fejsbuku. Daje mi to natomiast do myślenia, jak bardzo rozwój technologii cyfrowej zmienił znaczenie fotografii. I nie będę tu wyrażać nostalgii za czasami, kiedy zrobienie zdjęcia było świętem, celebrowanym często przez całą rodzinę, stojącą przed obiektywem jak słupy soli, z poważną miną i w eleganckim stroju. Lubię świadomość, że mogę szybko i łatwo zrobić zdjęcie w każdej sytuacji, zachować zaobserwowaną ciekawą rzecz, fajnie zachodzące słońce i dziwną minę mojego siostrzeńca. Wtykam je potem do tematycznych folderów i cieszy mi się japa za każdym razem, kiedy je przeglądam. Zwłaszcza na siostrzeńca.

Czasem mam za to wrażenie, że niektórzy ludzie robią zdjęcia tylko po to, żeby móc się potem nimi pochwalić na fejsbuku.

25.10.2013

O przymusie i o decyzji

Mam kilka pomysłów na teksty o różnych kwestiach, które mnie bawią, dziwią lub denerwują, a także takie, na których się nie znam, ale mam zamiar się wypowiedzieć.  Niektóre hoduję już od całkiem długiego czasu (niektóre zdążyły się nawet zdezaktualizować)  w sticky notes na pulpicie. Wypadałoby wreszcie je podjąć i rozwinąć, ale z jakiegoś powodu tego nie robię. I o tym dzisiaj przeczytacie.

Ale najpierw kliknijcie w powyższy obrazek.


Problem braku pomysłu, „weny”, szumnie nazywany blokadą twórczą, znam niejako od innej strony i z innego czasu, bo nie każdy wie, że zdarzało mi się i nadal zdarza wymiotować lirycznie. Wierzgałam trochę nogami, ale w końcu się poddałam – pogodziłam się z tym, że pisanie było tylko pewnym porywem, epizodem w życiu, który najzwyczajniej się zakończył.

Za przyczynę przyjęłam najzwyklejsze w życiu wypalenie się natchnienia, przytłoczenie prozą życia - tak czy inaczej, z biegiem czasu zabrakło mi tematów i środków wyrazu, aby określać świat w tej formie.

Walka z tym wiatrakiem skłaniała mnie często i nadal skłania do refleksji nad samym zjawiskiem, w myśl idei, że trzeba najpierw poznać wroga, aby go pokonać.


10.10.2013

O rzemiośle

Dzisiaj będę nauczać o lenistwie, jako że jest to jedna z tych rzeczy, które mi wychodzą. Nie wiem, czy jest to powód do dumy i coś, czym powinnam się chwalić, ale zdecydowałam się zrobić z tego temat na wpis, a to już podjęcie działania.


Chciałam napisać, że lenistwo jest sztuką, ale po przemyśleniu tej kwestii doszłam do wniosku, że przypomina ono raczej rzemiosło. Rzemiosło, które wymaga wprawy, pomysłowości i dobrej organizacji. Trudno jest lenić się tak permanentnie i na dłuższą metę, nie znając istoty lenistwa. To jakby wybrać się bez przygotowania w długą podróż na rowerze; raczej się od tego nie umiera, ale na początku pewnie będzie dupa boleć.


1.10.2013

O podstępnym przewrocie

Zabawnie jest obserwować, jak znów skrada się jesień.


Jeszcze próbuje zwodzić, próbuje stroić się w letnie piórka, dawać nadzieję, że kolejny chłodny dzień jest tylko wyjątkiem. Coraz trudniej jest jej jednak ukrywać się za kreską na termometrze, systematycznie sunącą ku dołowi. Nie może wyprzeć się gradu kasztanów i powodzi liści, ciepłych skarpetek i zmarzniętych dłoni, herbaty parującej przy akompaniamencie padającego deszczu. Wdziera się do domu przez nieuszczelnione okna, atakuje umysł przez nieosłonięte uszy, przejmuje go i szaleje w nim jak wirus, który ma za zadanie przeprogramować go na odbiór bodźców wyciszających, melancholijnych.

Przewrót dokonuje się na naszych oczach, ale jakby poza świadomością. Nie wychwytujemy drobnych sygnałów, upieramy się przy korzystnej dla nas interpretacji znaków, aż któregoś dnia uświadamiamy sobie, że jesień pojmała nas, zniewoliła i będzie trzymać jako zakładników, dopóki zmęczone intensywnym latem słońce nie nabierze sił do kolejnej walki.

Zamach został dokonany.
Również na Tobie.

Baha

21.08.2013

O drodze, która prowadzi naprzód

Lubię oglądać seriale. Jest to odpowiednio czasochłonna i jednocześnie próżniacza czynność, jakby szyta na miarę. Angażuje moje bogate zasoby wolnego czasu przy zerowym wysiłku fizycznym i niemal równie niskim umysłowym. Występuje w służbie najczystszej rozrywki, nie wnosząc specjalnie do mojego życia negatywnych (chyba że mówimy o Debrze z „Dextera”) ani pozytywnych emocji, w każdym razie nie wpływając na nie w żaden sposób. Prawdopodobnie dlatego tak bardzo rozmiłowałam się w serialach dla młodzieży.


12.08.2013

O przypadkach

Mam wiele wspomnień zabawnych sytuacji z liceum. Na ustach maluje mi się co najmniej lekki uśmiech za każdym razem, kiedy przypomnę sobie, jak na pytanie księdza o „przypadek tylko brzydziej” kolega Marcin odpowiedział „KURDE przypadek!”. Właściwa odpowiedź zaginęła gdzieś w odmętach niepamięci, ale to nic nie szkodzi, bo i tak nie jest istotna. Anegdotka ta ma służyć tylko jako zgrabne wprowadzenie, bo dzisiejszy wpis poświęcony zostanie właśnie przypadkom. Przyjemnym przypadkom.


Większość z Was (ok, nie oszukujmy się, wszyscy zapewne) zna mnie dłużej lub krócej, lepiej lub gorzej, i pewnie wie, że jestem zapalonym czytelnikiem (czytelniczką? Jakoś głupio brzmi ta forma, wolę być czytelnikiem). Płomień ten goreje z różną intensywnością w różnych okresach; czasem płonie jak piekielny, by potem uspokoić się do rozmiarów małego ognika lub wygasnąć prawie, ale tli się uparcie odkąd tylko nauczyłam się samodzielnie składać literki w słowa.


8.08.2013

O standardach i o zwierzętach

Wróciłam kilka dni temu z powszechnego zlotu brudasów, znanego też jako Przystanek Woodstock. Niby nie był to mój pierwszy raz, nie był też drugi i nie trzeci, ale jest kilka zachowań ludzkich, które nigdy nie przestaną mnie szokować. Nigdy też nie zyskają mojego zrozumienia, nawet przy mocno zliberalizowanych (czytaj: obniżonych) standardach, które przyjmuję na okoliczność Woodstocku.


17.07.2013

O szacunku

Jakoś w gimbazie kontakty międzyludzkie zaczęły się komplikować. Środowisko nie dokońca się zmieniło, bo cały czas ciągnęli się za nami starzy znajomi z podstawówki. Zaczęliśmy natomiast patrzeć na siebie samych i na innych z nowej perspektywy, i obecność niektórych osób w naszym życiu została zweryfikowana. Dawni przyjaciele nagle stali się wrogami, w najlepszym przypadku obcymi osobami, niechcianym balastem. Jakoś wtedy wykształciłam sobie prosty mechanizm obronny, który polegał na byciu wiecznie niezadowolonym chamem.


Generalnie polecam taktykę jako skuteczną. Wprawdzie nikt cię wtedy nie lubi, ale to nie jest wielkim problemem, jeśli ty też nikogo nie lubisz i nie zależy ci szczególnie na towarzystwie innym niż twoje własne.


12.07.2013

O rzeczach, które cieszą

Zawsze bawią mnie, ale też dziwią i wprawiają w niejakie zdumienie ludzie, którzy marnują energię na pultanie się w internecie.


Przyznaję z ręką na sercu, że w zamierzchłych czasach zdarzało mi się wplątywać w kłótnie na forach internetowych. Pamiętam jeszcze to przyspieszone bicie serca, stukot paluszków o klawisze z prędkością światła, nerwowe wyczekiwanie na odpowiedź, przewidywanie jej treści i układanie odpowiedzi. I jeszcze ta mordercza frustracja na anonimowe chamstwo adwersarzy, nic sobie nie robiących z moich ripost i równie anonimowego żalu.


19.06.2013

O potworach i o szaleństwie



Edukacja jest polem do niezmierzonej liczby eksperymentów. Różnymi nas reformami w tej dziedzinie stosowne instytucje błogosławią. Mamy na ten przykład gimnazja, twór ze wszech miar okropny, obgadany zresztą wzdłuż i wszerz, więc nie będę się już nad nim pastwić, bo ja nie o tym. Ja o systemie bolońskim, a dokładniej mówiąc o jego konsekwencji, którą dla mnie jest PRACA LICENCJACKA.


PRACA LICENCJACKA to taki straszny twór, coś w typie sesji, rozumiecie – zakrada się cicho i podstępnie, a kiedy już jest tuż-tuż, przejmuje kontrolę nad umysłem, dominuje wszelkie kontakty międzyludzkie, wysysa chęć do życia i pożera czas (nie żebym jakoś specjalnie tego doświadczyła osobiście, ale tak słyszałam). I te rozmowy, że JAKI MASZ TEMAT??? Albo ILE MASZ STRON, ŁOMATKO BO JA MAM DOPIERO JEDNO ZDANIE!!!