8.08.2013

O standardach i o zwierzętach

Wróciłam kilka dni temu z powszechnego zlotu brudasów, znanego też jako Przystanek Woodstock. Niby nie był to mój pierwszy raz, nie był też drugi i nie trzeci, ale jest kilka zachowań ludzkich, które nigdy nie przestaną mnie szokować. Nigdy też nie zyskają mojego zrozumienia, nawet przy mocno zliberalizowanych (czytaj: obniżonych) standardach, które przyjmuję na okoliczność Woodstocku.




Jestem w stanie zrozumieć, że ludzie na Woodstocku śmierdzą. Sama śmierdzę. Wszyscy śmierdzimy. Upał jest nieziemski i trudno się przed nim ochronić, więc o ile nie chodzisz co godzinę pod prysznic lub pod krany (co przy rozmiarach kolejek do tychże przybytków i ich rozmieszczeniu jest tyleż mało prawdopodobne co bezsensowne, bo nawet jak się w końcu dopchasz, to i tak znów spocisz w drodze powrotnej), to zapewne podśmierdujesz nieco lub nieco bardziej. Mogę to przeżyć. HANDLUJĘ Z TYM.


Ludzie na Woodstocku są pijani. Niemożliwością jest, żeby nie byli. Co za tym idzie, robią i mówią różne głupie rzeczy, które można zbyć równie głupim komentarzem lub po prostu machnięciem ręki. Ten jeden raz, przez te kilka dni w roku, nie spadnie mi z głowy korona, jak utnę sobie głupią pogawędkę z pijanym człowiekiem. Przeczekam, aż przestanie drzeć mordę i padnie, pokonany przez zjednoczone siły alkoholu i grawitacji. Dorzucę mu nawet te 20 groszy do piwa czy zapiekanki, niech ma. Niech zna łaskę pańską.

Te dwie cechy są cechami nabytymi i pozwalam sobie założyć, że w większości przypadków występują tylko podczas Woodstocku. Może ci inni ludzie, podobnie jak ja, na ten czas przyjmują nieco inne standardy. Będąc jednak człowiekiem z grubsza ucywilizowanym i zaznajomionym z używaniem nowoczesnych zdobyczy myśli ludzkiej, takich jak worek na śmieci i toaleta, nie mogę przejść obojętnie obok niektórych zjawisk.

Niby wszyscy jesteśmy ludźmi kulturalnymi i wychowanymi, ale skąd ten obraz nędzy i rozpaczy, który pozostał, kiedy namioty zostały już zwinięte? Już nie będę przesadzać z tymi wymaganiami, żeby śmieci do worków wrzucać, ale tak trudno zgromadzić je chociaż w jednym miejscu, zamiast zostawić rozwleczone na każdym milimetrze trawy, na którym wcześniej nie stał namiot?

Niby jesteśmy dorośli i w pieluchach już od dawna nie śmigamy, więc jak można, wybaczcie mi dosadność sformułowania, nasrać na deskę klozetową? Rozumiem, że alkohol, że w tojtoju trudno o wygodne siedzisko i sprzyjającą atmosferę, ale te klozety mają standardowe rozmiary i można nastawić się tak, żeby trafić jednym otworem w drugi otwór i sprawnie przetransportować różne złe rzeczy.

Aż się ciśnie pod palce cytat, że ludzie psy, ale zdarzało mi się w życiu mieć do czynienia z lepiej wychowanymi psami. Niemniej jednak niektórych ludzi lepiej nie spuszczać ze smyczy.

Mam nadzieję, że Ciebie można.

Baha

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz