Lubię oglądać seriale. Jest to odpowiednio czasochłonna i jednocześnie próżniacza czynność, jakby szyta na miarę. Angażuje moje bogate zasoby wolnego czasu przy zerowym wysiłku fizycznym i niemal równie niskim umysłowym. Występuje w służbie najczystszej rozrywki, nie wnosząc specjalnie do mojego życia negatywnych (chyba że mówimy o Debrze z „Dextera”) ani pozytywnych emocji, w każdym razie nie wpływając na nie w żaden sposób. Prawdopodobnie dlatego tak bardzo rozmiłowałam się w serialach dla młodzieży.
Korzystając z chwilowego dobrodziejstwa w postaci dostępu do
stałego internetu, nadrabiam właśnie odcinki jednego z nich. Tak właśnie, „dostępu
do stałego internetu” a nie „stałego dostępu do internetu”, wiem co mówię; zasadniczo
dostęp do internetu to ja mam, ale zdecydowanie nie można tego internetu nazwać
stałym.
Wracając do tematu. Jedną z bohaterek owego serialu jest
pewna głupia dziewczyna (nie wywołująca jednakowoż aż tak negatywnych emocji
jak Debra z „Dextera”, w każdym razie nie życzę sobie jej śmierci w każdym
odcinku). Jest głupia w ten sposób, który każe ci otworzyć usta i skomentować jej
zachowanie, nawet mimo tego, że jesteś w pokoju sam i masz słuchawki na uszach,
więc ten błyskotliwy komentarz i tak uleci w próżnię. Zdarza mi się również
powiedzieć jej szczerze, prosto w twarz, że jest idiotką, ale sądząc po braku
poprawy w jej zachowaniu, ten komentarz również ulatuje w próżnię.
Zamiarem moim nie było w zasadzie rozwodzenie się nad tym,
jak to na przykład wtrąca się ta dziewucha w nie swoje sprawy, wszystko psuje,
a potem tłumaczy się, że JA CHCIAŁAM DOBRZE, ale skoro już przy niej jestem, to
i o tym wspomnę.
Chodzi mi o kłamanie. Zauważyliście, że w serialach nie
potrafią kłamać? Nie wiem, czy ta sama zależność zachodzi w przypadku filmów,
nie prowadziłam takich obserwacji.
Sztuką nie jest skłamać, sztuką jest w kłamstwie wytrwać.
Nawet w krzyżowym ogniu pytań i pod ostrzałem srogich spojrzeń, które sugerują,
że przesłuchujący zna wszystkie nasze grzechy.
Ta sama zasada funkcjonuje generalnie również w przypadku
wszelkich niedomówień, półprawd i wykrętów.
Jeśli już decydujesz się wstąpić na tę ścieżkę, to bądź
świadom, że możesz nią podążać tylko przed siebie i za każdym zakrętem może czaić się
dendżer. Można oczywiście z niej zejść, ale wobec tego po co w ogóle zaczynać i
narażać się na nieprzyjemne rozmowy czy wręcz utratę twarzy (znów w służbie
plastycznego opisu; o ile lepiej można umieścić w tym kontekście „utratę twarzy”
niż „utratę zaufania”! Mam nadzieję, że wyobraźnia pozwala Wam poczuć ten
vibe).
Dlatego lepiej kłamać umiejętnie lub w ogóle w kwestiach
zasadniczych i przy wysokim ryzyku, kolokwialnie mówiąc, rypnięcia się całej
sprawy. Nawet nie próbujcie mi czegoś takiego robić.
Poza tym kłamcie, wykręcajcie się i niedomawiajcie, byle Wam
to na dobre wyszło.
Cokolwiek znaczy „dobre”.
Powodzenia.
Baha
P.S. Może głupia dziewczyna z serialu też przeczyta ten tekst.
Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć się kolwiek dzieje.

faktycznie działa ... :)
OdpowiedzUsuń