Zabawnie jest obserwować, jak znów skrada się jesień.
Jeszcze próbuje zwodzić, próbuje stroić się w letnie piórka, dawać nadzieję, że
kolejny chłodny dzień jest tylko wyjątkiem. Coraz trudniej jest jej jednak
ukrywać się za kreską na termometrze, systematycznie sunącą ku dołowi. Nie może
wyprzeć się gradu kasztanów i powodzi liści, ciepłych skarpetek i zmarzniętych
dłoni, herbaty parującej przy akompaniamencie padającego deszczu. Wdziera się
do domu przez nieuszczelnione okna, atakuje umysł przez nieosłonięte uszy, przejmuje
go i szaleje w nim jak wirus, który ma za zadanie przeprogramować go na odbiór bodźców wyciszających, melancholijnych.
Przewrót dokonuje się na naszych oczach, ale jakby poza
świadomością. Nie wychwytujemy drobnych sygnałów, upieramy się przy korzystnej
dla nas interpretacji znaków, aż któregoś dnia uświadamiamy sobie, że jesień
pojmała nas, zniewoliła i będzie trzymać jako zakładników, dopóki zmęczone
intensywnym latem słońce nie nabierze sił do kolejnej walki.
Zamach został dokonany.
Również na Tobie.
Baha
och jak pięknie. wzruszyłam się
OdpowiedzUsuń