Mam kilka pomysłów na teksty o różnych kwestiach, które mnie bawią, dziwią lub denerwują, a także takie, na których się nie znam, ale mam zamiar się wypowiedzieć. Niektóre hoduję już od całkiem długiego czasu (niektóre zdążyły się nawet zdezaktualizować) w sticky notes na pulpicie. Wypadałoby wreszcie je podjąć i rozwinąć, ale z jakiegoś powodu tego nie robię. I o tym dzisiaj przeczytacie.
Ale najpierw kliknijcie w powyższy obrazek.
Problem braku pomysłu, „weny”, szumnie nazywany blokadą
twórczą, znam niejako od innej strony i z innego czasu, bo nie każdy wie, że zdarzało
mi się i nadal zdarza wymiotować lirycznie. Wierzgałam trochę nogami, ale w
końcu się poddałam – pogodziłam się z tym, że pisanie było tylko pewnym
porywem, epizodem w życiu, który najzwyczajniej się zakończył.
Za przyczynę przyjęłam najzwyklejsze w życiu wypalenie się natchnienia, przytłoczenie prozą życia - tak czy inaczej, z biegiem czasu zabrakło mi tematów i środków wyrazu, aby określać świat w tej formie.
Za przyczynę przyjęłam najzwyklejsze w życiu wypalenie się natchnienia, przytłoczenie prozą życia - tak czy inaczej, z biegiem czasu zabrakło mi tematów i środków wyrazu, aby określać świat w tej formie.
Walka z tym wiatrakiem skłaniała mnie często i nadal
skłania do refleksji nad samym zjawiskiem, w myśl idei, że trzeba najpierw
poznać wroga, aby go pokonać.
Wiecie co? Jakkolwiek mało lirycznie to brzmi, doszłam do wniosku, że z blokadą twórczą jest jak z zaparciem – wiesz, co chcesz zrobić („coś bym napisała, ale nie wiem co” to potrzeba niemalże fizjologiczna, odczuwana podobnie do innych, np. „coś bym zjadła, ale nie wiem co”), znasz całą procedurę, metodologię, przebieg procesu, dostępne narzędzia i wiesz, jaki powinien być efekt – ale mimo usilnych prób nie wychodzi.
Wiecie co? Jakkolwiek mało lirycznie to brzmi, doszłam do wniosku, że z blokadą twórczą jest jak z zaparciem – wiesz, co chcesz zrobić („coś bym napisała, ale nie wiem co” to potrzeba niemalże fizjologiczna, odczuwana podobnie do innych, np. „coś bym zjadła, ale nie wiem co”), znasz całą procedurę, metodologię, przebieg procesu, dostępne narzędzia i wiesz, jaki powinien być efekt – ale mimo usilnych prób nie wychodzi.
Można oczywiście próbować sposobem. Na zaparcia - wygoglujcie
sobie, jeśli macie taką potrzebę; na brak weny ponoć pomaga czytanie książki
telefonicznej, ale nie sprawdzałam, więc nie potwierdzam.
Swego rodzaju przełomem było dla mnie uświadomienie sobie,
że pisanie może być wynikiem decyzji. Dotychczas zawsze unosiłam się na ognistych
podmuchach WENY. Przełomem, bo zrozumiałam, że ta część mojego życia, z którą
zdążyłam się zżyć i zaprzyjaźnić, nie była tylko jednym z wielu etapów, a spełnianie
tej potrzeby nie zależy tylko od niezidentyfikowanego pochodzenia kaprysu i
mogę po prostu zaprzęgnąć własny umysł do roboty.
Od dłuższego już czasu pisanie jest u mnie właśnie
wynikiem decyzji. Minął czas, kiedy wena wypływała ze mnie szerokim strumieniem
i znajdowała ujście w stukających po klawiaturze paluszkach, tworzących historie
tyleż ładne, co nieprawdziwe. Jestem już za stara na ściemnianie i nie mam tej
wyobraźni, którą miałam kiedyś, ale nadal mam przymus pisania i zdecydowałam
się go realizować. Postanowiłam zmierzyć
się z tym, co jest dookoła mnie, a to wymusiło zmianę podejścia do pisania. Z
nastawienia na formę przeszłam na nastawienie na treść. Tekst ma być o czymś
konkretnym.
Oczywiście wypowiedź liryczną w pewnym stopniu da
przeciągnąć się na koncepcie ogólnym, zwłaszcza jeśli nie ma być ona
szczególnie rozbudowana pod względem rozmiaru. Liryka nie może być przecież
dosłowna, ma wyrażać pewną myśl, zostawiając pole do interpretacji. A
zinterpretować da się wszystko, co udowadnia system edukacji w toku przygotowań
do matury z języka polskiego. Problem z prozą jest taki, że zasadniczo opiera
się na treści, więc koncept ogólny musi zostać rozwinięty, zwłaszcza jeśli
narzucimy sobie reżim w postaci określonej długości tekstu.
Dlatego niektóre idee wciąż dojrzewają w moich notatkach –
nie przemyślałam ich jeszcze na tyle dokładnie, żeby spójnie i wyczerpująco
opisać swoją postawę wobec nich. Jest to jednak, jak wspomniałam wyżej, kwestią
decyzji.
A na razie temat zastępczy, który mam już obcykany.
Niech wena będzie z Wami!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz