Chciałam zrobić jakieś interesujące wprowadzenie do tematu, ale nie mam pomysłu na oryginalną parafrazę oklepanego stwierdzenia, że jestem maniakiem muzycznym – tym typem, który nie wyjdzie z domu, dopóki nie znajdzie słuchawek; tym typem, któremu musisz machać przed twarzą, żeby wyjął je z uszu i cię posłuchał; tym typem, który zawsze ma nadzieję, że ekspedientka w sklepie o nic go nie zapyta, a potem w pośpiechu wyrywa słuchawki z uszu; tym typem, który na ulicy uda, że cię nie widzi, bo nie chce mu się przerywać słuchania.
Długotrwałe, kompulsywne wręcz słuchanie muzyki daje już
pierwsze efekty – wczoraj znajomemu udało mi się przestraszyć mnie podczas
mycia naczyń. Nie słyszałam, jak wchodzi do kuchni.
Muzyka jest jedną z tych wspaniałych rzeczy, które
dobry buk zesłał nam z niebiesiech. Z biegiem czasu wyewoluowała w wiele
gatunków, dalej zresztą ewoluuje. Szkoda czasu na dzielenie jej na gatunki.
Konia z rzędem temu, kto orientuje się w
nowej muzyce elektronicznej na tyle dobrze, żeby móc kategoryzować utwory. Ja wymiękam.
Jedne gatunki podobają ci się bardziej, drugie mniej, ale to
nie znaczy, że są obiektywnie złe. Obiektywizm nie istnieje.
W każdym nurcie można stworzyć klasyki i szmiry, które
powinny zostać jak najszybciej pogrzebane w mrokach niepamięci.
Chodzi o to, żeby robić dobrą muzykę. I wspierać dobrą muzykę.
Do napisania tego manifestu zainspirowało mnie to, czego
aktualnie słucham, czyli Bombs and Bottles. W tym momencie zwykle następuje
jakaś krótka notka biograficzna, ale prawda jest taka, że niewiele o B&B wiem. Tylko tyle, że to jakiś koleś ze Stanów.
Interesuje mnie jego muzyka - lekka, wpadająca w ucho elektronika z przyjemnym wokalem. Nic nowatorskiego,
ale mimo wielu odtworzeń EPki „Tonight” nadal lubię do niej wrócić, a „PreGame”
ma zapewnione stałe miejsce w moim odtwarzaczu mp3 i nigdy go nie skipuję (co
zdarza się naprawdę rzadko, więc dla podkreślenia wagi sytuacji użyłam podkreślenia).
Nowe tracki, które właśnie przesłuchuję, też mnie nie
rozczarowały. Na upartego mogą skojarzyć się z The Weeknd’em, ale jest to
skojarzenie raczej odległe.
Starszych nagrań jeszcze nie słuchałam.To, co znam, z czystym sumieniem polecam.
Słuchać, kochać, ściągać za darmo.

„W tym momencie zwykle następuje jakaś krótka notka biograficzna, ale prawda jest taka, że niewiele o B&B wiem. Tylko tyle, że to jakiś koleś ze Stanów.”
OdpowiedzUsuń-Mam podobne odczucie. Też słucham sporo elektroniki otagowanej gatunkami: chillstep, liquid, dnb, down tempo, drumstep, ambient, psychill itp. Chociaż sam rzadko potrafię rozróżnić do jakiego stylu należy aktualnie słuchany kawałek. Nie przywiązuje uwagi do artystów. Muzyka oprócz samej swojej istoty czyli gry dźwięków oddziałuje na mnie poprzez wspomnienia. Przywołuje obrazy, scenerie podczas których pojawiła się jakaś myśli, miało miejsce jakieś zdarzenie, coś co zostało przeze mnie zapamiętane i połączone z muzyką. Artystom dziękuje za utwory, ale większa część ich oddziaływań na stany emocjonalne i psychiczne zależy głównie od nas, od tego z czym utożsamimy utwór, jak powiążemy go z obrazami czy też myślami jaką wagę sami nałożymy na muzykę.