Okazało się, że chyba błędnie rozumowałam, że czasy są burzliwe, więc powinniśmy być poważni w życiu zawodowym i takie powinny być materiały, które tworzymy na użytek klienta.
Porównywałam ostatnio oferty, przedstawione przez pewne agencje w odpowiedzi na brief (tu przeczytasz trochę o briefie). Jedna z prezentacji była klęską pod względem technicznym.
Nie wiem, czy to tylko ja i moje idealistyczne zboczenie, ale nie wybrałabym do działań wizerunkowych firmy, która nie potrafi zrobić porządnej prezentacji w PowerPoint'cie.
C'mon, każdy student mojego kierunku robi lepsze na zaliczenie.
Jeśli mówimy o zarządzaniu wizerunkiem i chcemy taką usługę sprzedać klientowi, w pierwszej kolejności powinniśmy zadbać o zbudowanie pozytywnego, profesjonalnego wizerunku własnego w naszych wzajemnych relacjach.
Jak może się to udać, jeśli wyślemy potencjalnemu kontrahentowi prezentację, w której roi się od błędów, literówek, sprzeczności, a polskich znaków nie ma, bo po co. To jak łapać rybkę na wędkę, zrobioną z patyka i sznurka.
Klientowi nie chce się interpretować enigmatycznych pozycji w budżecie, pisanym chyba drugim końcem patyka, który służył wcześniej za wędkę. Jakiś biedny żuczek musi go wetknąć w klarowną tabelkę, która pomoże mu przekonać szefa do wyskoczenia z kasy.
Nie wypieram się wcale prowizorki i pośpiechu, ale ewidentne ujawnianie tego jest dla mnie na pierwszy rzut oka świadectwem nieprofesjonalnego podejścia i każe powątpiewać w umiejętności zarządzania wizerunkiem. Nie jest więc złym pomysłem poświęcenie 10 minut na zwykłe kosmetyczne poprawki. Żeby komunikować, że wszelkie zagadnienia, związane z komunikacją, są nam doskonale znane. Język polski też.
Każdy komunikat, jaki wypuszczamy w eter, świadczy o nas i kreuje nasz obraz w świadomości odbiorcy. Byle jaki komunikat to byle jaki wizerunek. A w burzliwych czasach zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie gotowy profesjonalnie podejść do klienta.
I wyjść mu naprzeciw, i podejść od dupy strony.
A chociaż temat jest, nazwijmy to, specjalistyczny, to morał z opowieści płynie uniwersalny.
Bądźmy poważni. Kiedy sytuacja tego wymaga.

Racja. Ale ile bubli potrafia napisać dziennikarze w swoich artykulach,ile niesprawdzonych informacji.. a przeciez ktos to pozniej jeszcze czyta i akceptuje do druku. Brak czasu czy brak profesjonalizmu?
OdpowiedzUsuń