10.11.2013

O zbrodni i karze

Parę lat temu sytuacja między dwójką moich dobrych znajomych zmusiła mnie do zastanowienia się nad kwestią, którą postanowiłam nazwać problemem zbrodni i kary – zbrodni, którą popełniamy na kimś i kary, jaką wymierzają nam osoby trzecie, związane ze sprawą. Te parę lat temu byłam jeszcze głupsza, niż jestem teraz, ale wiem, że wtedy postąpiłam słusznie.


Czy tego chcemy, czy nie, inni ludzie często wciągają nas w swoje prywatne sprawy; pytając o radę lub szukając ramienia, na którym mogą się wypłakać. Moim najbliższym znajomym staram się zawsze służyć i poradą, i ramieniem. Pozostaję jednak biernym obserwatorem – porady wynikają z przepuszczenia sprawy przez zdrowy rozsądek, po czym wypuszczam ją drugim uchem bez żadnych konsekwencji dla własnych emocji.

Emocjonalne angażowanie się w cudze problemy to głupota.


Każdy z nas czyni zło względem innych ludzi, ale nie jesteśmy za to nieustannie spisywani na straty przez osoby postronne. Zajmowanie strony w konflikcie między dwójką znanych nam osób, bez rozpoznania i przemyślenia sprawy, to nic innego, jak źle pojmowana lojalność. I nie dajmy się zwieść, jeśli któraś ze stron nas o to prosi „w imię przyjaźni”. To nie ma nic wspólnego z przyjaźnią. To zwykłe zaślepienie złością, przekonanie o własnej racji i jednocześnie o własnej krzywdzie, mające na celu ukaranie drugiej strony przez pokazanie jej, że najwyraźniej jest w błędzie, skoro nie udało jej się przeciągnąć innych na swoją stronę. Poza tym urażony majestat zyskuje klakiera, któremu może wypłakać się w rękaw, i mieć pewność, że nie padną żadne niepoprawne politycznie stwierdzenia, jak na przykład próba zdystansowanej analizy problemu.

Zmuszenie kogoś do zajęcia stanowiska w nie swoim konflikcie to jak postawienie mu ultimatum – jesteś ze mną lub przeciwko mnie. Ponownie, to źle rozumiana lojalność. Inteligentny człowiek zawsze skłoni się ku stronie, która nie każe mu wybierać. Chociażby dlatego, że ultimatum to gwałt na prawie i przywileju do samostanowienia i podejmowania decyzji. To narzucenie drugiej osobie swojego własnego poglądu w formie szantażu. Tylko głupi ludzie zgadzają się być szantażowani.

Jesteśmy prawie- dorosłymi ludźmi, którzy mają, a przynajmniej mieć powinni, osobowość, własne zdanie, określone zasady moralne, które pomagają nam zdecydować o tym, co jest właściwe. I odwagę, żeby podążać za tym, co uważamy za właściwe; nie trzymać się kurczowo spodni kogoś, kto odbiera nam prawo wyboru. Wszelkie solidarności jajników i innych plemników to brednie. Liczy się rozum i moralność, dzięki którym stwierdzamy, co jest zgodne z naszym sumieniem.

Jeśli jesteś zaangażowany w jakąkolwiek relację z obiema stronami, przede wszystkim pamiętaj, że to nie tobie została wyrządzona krzywda. Może i między twoimi dwiema przyjaciółkami albo znajomą parą dzieje się źle, ale to ich sprawy, a ty możesz co najwyżej mieć na to określony pogląd. Obrażanie się za nie swoją krzywdę jest trochę szczeniackie. Skrzywdzona osoba sama sobie z tym doskonale poradzi.

Te parę lat temu zdecydowałam, że „zbrodnia” nie była na tyle oburzająca, żeby zrywać kontakty ze „zbrodniarzem” i byłam zaskoczona jego zaskoczeniem, że nie traktuję go inaczej z powodu tego, co się stało.

Myślałam, że mam już problem przemyślany i zamknięty, dopóki pewnego razu mój kuzyn nie opowiedział mi podobnej historii, która zwrócił mi uwagę na pewny aspekt, który w „mojej” sprawie nie występował.
„Kara” ma sens, jeśli „zbrodnia” jest zachowaniem, które potencjalnie może kiedyś odbić się na tobie, na przykład wszelkiego typu zachowania niehonorowe. Jeśli ktoś nie ma oporów przed oszukiwaniem bliskiej sobie osoby, nie ma żadnego powodu, dla którego miałby się kiedyś wstrzymać przed oszukaniem ciebie.

Wtedy, parafrazując słowa kuzyna, nawet chujowi ręki nie podawaj.

Baha


Źródło obrazu: postertext.deviantart.com

2 komentarze:

  1. dlatego najlepiej nie mieć przyjaciół- czy też dobrych znajomych. wtedy nikt nie prosi Cię o rady i stawanie po jego stronie. i jesteśmy wolni od kłopotów. od lat z powodzeniem stosuję taką metodę. kumpluję się ze wszystkimi, ale z nikim aż tak bardzo i jest mi z tym dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  2. „Kara” ma sens, jeśli „zbrodnia” jest zachowaniem, które potencjalnie może kiedyś odbić się na tobie,”
    - Przyjmując, że człowiek nie ma wolnej woli (a wszystko na to wskazuje)celem kary powinno być zabezpieczenie przed możliwością ponownego popełnienia przestępstwa przez określoną osobę czy też grupę ludzi. Ciągle jednak nie ta, racjonalna jak mogłoby się wydawać przyczyna leży u podstaw kary a pragnienie zemsty. Chęć odwetu jest w nas biologicznie zakorzeniona (odwzajemniony altruizm, strategia wet za wet) i ogromna większość ludzi pragnie kary nie dlatego, że dzięki niej uratujemy innych przed zbrodniarzem czy bandytą (np. umieszczając go w więzieniu), ale dlatego, że uważamy, iż Ci ludzie na nią po prostu zasłużyli. Skoro jednak życie psychiczne jednostki jest pochodną funkcjonowania mózgu (według reguł np. komutacyjnej teorii umysłu) i całość jego myśli, doświadczeń, emocji, popędów jest zdeterminowana to jak ktoś może być odpowiedzialny a tym samym winny tego kim jest i co zrobił? Środowisko, rodzina, znajomi? To też ludzie. Odpowiedzialność spływa więc w nicość.

    OdpowiedzUsuń