4.01.2014

O nieuchronnej rzeczy ewolucji



W czasach, w których kształtowała się świadomość mojego pokolenia, to właśnie rap był ekscytującą nowością muzyczną. Nie był to może boom na taką skalę, jak rock w pokoleniu naszych rodziców, ale do dziś każdy z nas pamięta, że jak składa dwie victorie, to lewa na górze. Nagrania z tamtych czasów uważane są już dziś za polskie klasyki gatunku i wielu słuchaczy z rozrzewnieniem i tęsknotą wspomina te jakże dawne czasy, kiedy rap był miał przekaz, a raperzy byli autentyczni i nagrywali na prawdziwej zajawce o prawdziwym życiu na dzielniach.


A we mnie się gotuje.

Słuchacze z tamtych czasów dorośli i wielu z nich porzuciło rap, zostawiając go na zawsze w okresie, w którym kończyło się dzieciństwo, a zaczynało dojrzewanie – mitycznej krainie, do której wraca się często we wspomnieniach pod tytułem „a pamiętasz jak za dzieciaka”. Ani mnie to nie dziwi, ani mnie to nie oburza – ot, naturalna kolej rzeczy, która mnie też dotyczyła; jeśli ścieżką dźwiękową mojej podstawówki były Paktofonika, WWO i Trzeci Wymiar, tak gimnazjum upłynęło mi przy Pidżamie Porno, Guano Apes i Placebo.

Różnica jest taka, że po kolejnej, elektronicznej zajawce, moja historia zatoczyła koło i wróciłam do rapu. Właściwie nawet nigdy od niego tak naprawdę nie odeszłam, będąc na bieżąco z wydawnictwami moich ulubionych raperów i ciekawszymi nowościami. Przewijał się zawsze gdzieś między innymi rzeczami, czekając cierpliwie na wielki come back do moich słuchawek.

Wiele osób zatrzymało się na etapie, kiedy jedynym prawilnym tematem w rapie było trudne życie na blokach, nawijanym na jedynych prawilnych, zapętlonych, płaskich bitach. I w 2014 roku uważają, że nadal powinno tak być, bo oni takie rapsy lubili. Trafiam co jakiś czas w internetach na gównoposty, w których pod wklejonym trackiem WWO ktoś pisze, że kiedyś to były rapsy, a nie to, co jest teraz, bo teraz rap się zmienił i jest zły, raperzy grają dla hajsu i nie nawijają o biedzie na blokach, a w teledyskach, zamiast watahy pokazujących faki ziomków z osiedla, są drogie fury.

Pozwólcie, że wytłumaczę Wam parę rzeczy.

Rap to muzyka jak każda inna. To, że słuchałeś jej za gówniarza, nie znaczy, że to muzyka dla gówniarzy. Gówniarze są targetem rapu w takim stopniu, w jakim piętnastolatek może utożsamić się z przeżyciami dorosłego człowieka.
Raperzy dorastali równolegle ze swoimi słuchaczami, rozwijali swoje umiejętności i świadomość muzyczną. To artyści i jak wszyscy inni artyści dążą do nieustannego progresu, obserwują trendy, eksperymentują i szukają nowych środków wyrazu.
Mogę nie lubić „Radia Pezet”, bo te bity są naprawdę asłuchalne nawet, a może zwłaszcza, przy mojej wielkiej sympatii do grime’u i dubstepu, ale nie odmówię Pezetowi punktów za wprowadzanie na rodzimą scenę nowej jakości.

Idąc tym tropem – jak długo, Twoim zdaniem, można utrzymać słuchaczy, nawijając cały czas w taki sam sposób na te same tematy? Jak długo można to w ogóle robić, zanim umrze się z nudów?
Nowe techniki pisania i rymowania pozwalają na całkiem inne przedstawienie treści, inne akcentowanie i rozkładanie znaczeń, co jest znacznie bardziej interesujące i angażujące uwagę. Gro raperów bawi się formami lirycznymi i silnie zmetaforyzowanymi, kładąc na bity - cóż - poezję.
A te bity? Niektóre z nich mogłyby spokojnie funkcjonować bez integracji z tekstem. Raperzy bratają się także z coraz szerszym spektrum żywych instrumentów, nie tylko w nagraniach, ale także na koncertach.
Podobnie klipy, które nie są już kręcone na osiedlu tą samą kamerą, którą dokumentowano rodzinne imprezy. Mają teraz koncepcję, scenariusz, zespół wykonawczy i najwyższą jakość.

Ustaliliśmy już, że znani z młodości raperzy nie umarli z nudów, ale rozwijali swoją muzykę. Przerzuciliśmy także kartki w kalendarzu i wiemy, że jest rok 2014. Nie ma innej siły – musimy zaakceptować, że ci ludzie dorośli. Płacą rachunki, prowadzą biznesy, mają – o zgrozo – żony i dzieci. Pewnie, że grają dla hajsu. Najprawdopodobniej zainwestowali w rap całą swoją energię i w tym się spełniają. Jeśli mają robić to dobrze, muszą poświęcić na to swój czas. Jeśli mają poświęcić na to swój czas, muszą na tym zarabiać, bo w innym przypadku pozostaje im śmierć z niedożywienia. Każdy chce zarabiać na dobre życie, najlepiej robiąc to, co lubi – gdzie jest problem?
Zarobili, wyprowadzili się od mamy do własnego M i może kupili lepszą furę.
To dlaczego, wytłumacz mi, mają nadal nawijać o ciężkim życiu na osiedlach? Przecież rap ma być autentyczny.

Rap to muzyka. A muzyka to żywy organizm, który rozwija się, wymyka klasyfikacjom i cały czas próbuje prześcignąć sam siebie.

Nie musisz słuchać rapu, nie każę Ci go lubić, nie musisz go akceptować. Tylko nie wygłaszaj swoich gównomądrości tam, gdzie mogą dotrzeć do mojej percepcji, bo mi się nie wolno denerwować.

Baha

PS. Podczas pisania tekstu cały czas wyskakiwały mi w głowie, jak pop-upy w Internet Explorer, odniesienia w postaci rapowych kawałków, więc – jeśli lubisz rap – zostawiam Ci je w postaci linków. Klikaj na pochyły tekst, miłego słuchania.



Żródło obrazu: keithnallawalla.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz